Sokrates Cafe
Dziewicza ziemia jaką jest Fikcja Cafe co kilka tygodni staje się gniazdem najtęższych mózgów Gdańska. a dziej esię to za sprawą spotkań pod nazwą Sokrates Cafe. Ostatnim razem miało to miejsce 17 stycznia. Sam Fryderyk Nietsche, gdyby tylko nie był kostuchą z wąsikiem rozdającym autografy i mógł mieć zaszczyt uczestnictwa w nim, zapewne określił by je jako "zmierzch Bogów", a to za sprawą tematu, który został przegłosowany ( nie sposób nie wspomnieć tu, że wszyscy bili się (z) myślami, by ich temat wygrał). Otóż tamatem wygranym było pytanie "Czy religia jest nam potrzebna do życia?".
Pierwszy głos musiała zabrać autorka tematu. Wnioski jeszcze trochę nieśmiałej, stosującej odpowiednio długie, jak to przystało na doświadczonego myśliciela przerwy pomiędzy myślami, Panna incognito M. rozpoczęła dyskusję i lawinę kolejnych wniosków. Pan Tomek nie byłby sobą nie szukając dziury w całym.(pozytywnie oczywiście). Gdzieś pomiędzy łykiem piwa, a odruchem odstawiania szklank (jak zauważyło czujne oko narratora - nie najgorszego z gatunku Pilsner) zastanowił się jaki wpływ ma religigia n anasze życie. Każdy chce mieć dni wolne, tylko dlaczego narzucone z góry? Oto jest pytanie, które oczywiście nie o beszło się bez echa, w trakcie, gdy niektórzy z filozoficznym skupieniem sprawdzali empirycznie walory gorącej czekolady. Krótka dyskusja na temat fanatyzmu i sentencja rodem z ofert promocyjnej, jakoby był on w paczce z religią zakończyła pierwszą część dyskusji. Nastał czas na rytualne wątki poboczne przy papierosie ( jak kilka stopni mrozu oczyszcza umysł!), bądź zamówienie kolejnej czekolady, czy coli. Gdy minęło minut pięć wszyscy pogrążyli się znowu w świadomej burzy myśli, pytań i dzwięków donoszonych napojów. Zdaję się, że rodzaj męski mniej śmiałej części tam obecnych otrzymał posłuch dopiero gdy padło słowo "mason", tym samym powodując krótką, acz ożywczą reakcję, po czym dyskusja wróciła do poprzedniego biegu. Dyskusji czy religia musi być totalitarna i wynikający z tego wniosek, że wymaga ona [religia] posiadania istoty we wszystkim przewyższającej nas nie zauważył chyba tylko "bohater drugiego planu" (słowa Panny incognito M), który tylko wyglądał, jakby spał, zapewne pogrążąjąć się w głębokiej zadumie nad książką. Zostawiam Cię teraz czytelniku w ciszy i z pytaniem "Czy religia jest nam potrzebna do życia" i skłaniam do własnych przemyśleń.
Ponadto zapraszam Cię na kolejne spotkanie już za dwa tygodnie ( użyj Google), a nie obejdzie Cię spora dawka czystej refleksji a priori i eleganckich imperatyw godnych najbardziej angielskich z angielskich dżentelmenów.
Reynolds
Przyznaje, lektura była wciągająca lecz nie bardziej niż teorie mojej sąsiadki w tym niezwykłym gronie myślicieli. :)
OdpowiedzUsuńPanna incognito M.
Jaka tajemnicza atmosfera zaczęła panować na The Olpi:)
OdpowiedzUsuńWszyscy skrywają się za pseudonimami...
Z drugiej strony, każdy pseudonim musiał się skądś wziąć. :)
OdpowiedzUsuń