Dzień był letni i świąteczny. Wszystko na świecie jaśniało, kwitło, pachniało, śpiewało. A przynajmniej tak miało być bo jak się z czasem okazało wesoły głos sztucznej jak sklepowe manekiny prezenterki pogody po raz kolejny wszystkich oszukał. Swoją drogą to ciekawe jak ta kobieta wyobraża sobie siebie na sądzie ostatecznym, kiedy będzie musiała odpowiadać za te wszystkie pogodowe kłamstwa wypowiadane do setek tysięcy widzów. Jednym z tych widzów-ludzi wierzących w dobry świat i szczere pogodynki- była pani Zosia, osiemdziesięcioletnia staruszka z nadmiarem skóry zwisającym na twarzy i mętnym wzrokiem zapatrzonym gdzieś przed siebie. Zawsze o tej samej porze siadała w fotelu, pokrzywioną od artretyzmu dłonią przeczesywała biały puch na głowie który przypominał bardziej pojedyncze pióra niż włosy na wypadek gdyby Ci zawsze idealni państwo zza szklanego ekranu ją widzieli i przystępowała do swojego rytuału-serial, wiadomości i pogoda którą oglądała chyba tylko po to, żeby nie zapomnieć kontur kraju bo swój dom opuszczała rzadko a jeśli już, to tylko pod bardzo ważnym pretekstem.
Boże ciało zmusiło starą i schorowaną panią Zosię do opuszczenia swojej świątyni zdobionej pajęczynami których nie miała siły sprzątać i sprzętami drzemiącymi pod kołdrą z kurzu w oczekiwaniu na swoje drugie życie. Z różańcem w dłoni i kolorową chustą przykrywającą siwą głowę staruszka opuściła kamienicę i powolnym krokiem ruszyła w kierunku kościoła. Bała się dzisiejszego świata i dzisiejszych ludzi, tyle razy widziała w wiadomościach co to się na ulicy wyprawia, ale święto to święto-na procesję trzeba iść choćby nie wiem co. Z tą myślą przemierzała wąskie ulice między blokami, zachmurzone niebo rozciągało się nad jej głową a złośliwy wiatr zerwał kolorową chustę i porwał ją w szalonym tańcu daleko poza zasięg zamglonych oczu pani Zosi. Teraz wiedziała, że jej idealni zza szklanego ekranu kłamią. Miała ochotę najpierw złapać swoją chustę która właśnie zawisła na gałęzi starego drzewa a później własnoręcznie wybić śnieżnobiałe zęby prezenterki pogody. Czuła się oszukana. Nie miała jednak siły ani na jedno, ani na drugie. Poza tym procesja niedługo się zacznie, trzeba zdążyć. Zapominając o wszelkim bólu stawów, silnym wietrze szarpiącym ledwie trzymające się już siwe włosy i straconej chuście Pani Zosia dotarła do przejścia. Wszystko jak w nakręconej pozytywce, obserwowała każdy ruch który ją otaczał i miała wrażenie, że nic tu nie dzieje się bez przyczyny. Tu zielone, tam czerwone, tu ruszają, tam hamują, tu ktoś przebiegnie, tam ktoś krzyknie… Siwowłosa staruszka była pod wrażeniem dokładności jaką żyje ta ulica, oglądała ten teatr z niepohamowaną ciekawością jak dziecko które widzi coś po raz pierwszy. Deszcz, który właśnie spadł z nieba dodawał tylko efektów delikatnie stukając o parasole przechodniów. Z tego niesamowitego świata wyrwały ją dzwony kościelne, prawie zapomniała o procesji! Czerwone światło właśnie się zapaliło ale przecież nie można się spóźnić jak to będzie wyglądało, co powie Janka spod dwójki ?! Trzeba być na czas, Pani Zosia przymyka swoje ciężkie powieki, i modląc się w duchu stawia pierwsze kroki na mokrej od deszczu jezdni. Nagle wszystkie elementy sceny idealnego świata który przed chwilą podziwiała uległy rozproszeniu. Był hałas, tępy huk samochodowej blachy, po którym nastała cisza. Cisza która strasznie męczyła panią Zosię, błądziła gdzieś w niematerialnej otchłani szukając kogokolwiek, byłaby szczęśliwa nawet z widoku wrednej i kłamiącej pogodynki, byle by tylko zapytać o drogę. Ładnie tu i tak biało, ale procesja na pewno już trwa. Wtedy ciszę rozerwał długi dźwięk który Pani Zosia znała z telewizji, w jednym odcinku główny bohater serialu leżał w szpitalu i był wtedy podłączony do takiej maszyny. Jak zatrzymało się jego serce maszyna wydała z siebie właśnie taki dźwięk, ale lekarze na szczęście go uratowali. Dobrze, że teraz mamy takich dobrych lekarzy, za czasów wojny nie było tak łatwo. Biel pomieszczenia zalała przerażająca czerń a Pani Zosia poczuła jak unosi się ku niebu. Teraz już była pewna, że nie pójdzie dziś na procesje i nie obejrzy pogody na jutro.
Marta Komassa
Permanentny brak interpunkcji !
OdpowiedzUsuńNad opowiadaniem unosi się duch Sylwi Chutnik i jej Kieszonkowego atlasu kobiet:)
OdpowiedzUsuńten fragment jest świetny:
OdpowiedzUsuń" Jednym z tych widzów-ludzi wierzących w dobry świat i szczere pogodynki- była pani Zosia, osiemdziesięcioletnia staruszka z nadmiarem skóry zwisającym na twarzy i mętnym wzrokiem zapatrzonym gdzieś przed siebie. Zawsze o tej samej porze siadała w fotelu, pokrzywioną od artretyzmu dłonią przeczesywała biały puch na głowie który przypominał bardziej pojedyncze pióra niż włosy na wypadek gdyby Ci zawsze idealni państwo zza szklanego ekranu ją widzieli i przystępowała do swojego rytuału-serial, wiadomości i pogoda którą oglądała chyba tylko po to, żeby nie zapomnieć kontur kraju bo swój dom opuszczała rzadko a jeśli już, to tylko pod bardzo ważnym pretekstem. "
ja już nawet nie pamiętam o czym myślałam jak to pisałam. Pamiętam tylko, że jadłam wtedy lody truskawkowe. I cieszyłam się strasznie, że najpierw sobie stworzyłam taką panią zosię a później ją po prostu zabiłam za pomocą kilku słów. Super zabawa.
OdpowiedzUsuńwitam, historia jak zawsze genialna. uważam, że Marta wygrała
OdpowiedzUsuńwitam, chcę powiedzieć, że właśnie idę do dentysty jest teaz czerwone światło to korzystając z telefonu ksz ksz i jestem na The Olpi prosząc o wsparcie duchowe w tej trudnej dla mnie chwili. Muszę kończyć bo moja mama powiedziała, że kiedyś przez to komentowanie wybije sobie wszystkie zęby. Ona nie rozumie, że to podzielność uwagi ! witam, chcę powiedzieć, że właśnie idę do dentysty jest teaz czerwone światło to korzystając z telefonu ksz ksz i jestem na The Olpi prosząc o wsparcie duchowe w tej trudnej dla mnie chwili. Muszę kończyć bo moja mama powiedziała, że kiedyś przez to komentowanie wybije sobie wszystkie zęby. Ona nie rozumie, że to podzielność uwagi !
OdpowiedzUsuńmoj telefon zwariował dodając dwa razy to samo.
OdpowiedzUsuńwspieram Cię duchowo! trochę późno jak na dentystę
OdpowiedzUsuńwybijesz raz a dobrze i problem z głowy :P
OdpowiedzUsuńpani K używa emotikon!
OdpowiedzUsuńJakubie dziękuję za wiadomość która dzwoniąc w kieszeni wystraszyła dentystę ha, ale zabawa!
OdpowiedzUsuńI wcale nie jest trochę późno bo to mój prywatny dentysta który nie robi problemów jak sobie zadzwonię o 19 mówiąc yyy boli mnie ząb.
Pani K ja myślę, że mam za mało lat na pozbywanie się zębów!
po co byłaś u dentysty? chyba nie na szlifowaniu zębów? pozdrawiam
OdpowiedzUsuńMoże nie będziemy tu dyskutować o moich dziąsłach, które co kilka miesięcy myślą sobie "o, zróbmy jej takie zapalenie, że pobiegnie do dentysty na kolanach błagać o chwilę czasu"
OdpowiedzUsuńPorozmawiajmy lepiej o.... pierwszym weekendzie w tym roku szkolnym !
hmm, idę na rower i będę ćwiczyć jazdę samochodem
OdpowiedzUsuńJak mówię KSZ KSZ to mój pies zaczyna głośno szczekać.
OdpowiedzUsuńczemu? może zacznij mówić urk urk?
OdpowiedzUsuńnie mogę, nie gram w PDF.
OdpowiedzUsuńtwoja decyzja
OdpowiedzUsuńo jak ja nie lubię jak moja mama tak mówi jak się jej o coś pytam!
OdpowiedzUsuń-Mamo, mogę bla bla bla ?
-Twoja decyzja.
(jest też gorsze=rób co chcesz, ale to używane tylko w ekstremalnych sytuacjach i zazwyczaj i tak jest synonimem zwykłego NIE)
dobra dobra, powiem, że właśnie próbowano mnie wyciągnąć na imprezę ale ja nie lubię imprez w klubie, nie odnajduje się tam :< chyba zacznę chodzić na psychologię
OdpowiedzUsuńPowiedział Jakub-prawdopodobnie jeden z najbardziej zintegrowanych z nowymi olpijczykami uczeń.
OdpowiedzUsuńczyżby sarkazm? pozdrawiam
OdpowiedzUsuńszk szk ot tsej enasipan kapsw.
OdpowiedzUsuń(hahaha czy ktoś to rozszyfruje ?!)
kapsw einasip ot ołzsyw ein iC śoc
OdpowiedzUsuńczabyw ein metsej an einoizop orp kaj yt
OdpowiedzUsuń?ćibor eiceizdęb eineiwatstedzrp śeikaj ,yw a !mlif ywon an łsymop repus mam ,jahcułs ,okops repus on
OdpowiedzUsuńot ąs enmejatop ywarps jejom ypurg jeczwawochyw ein metsej anoinżawopu od ainaleizdu hcikat ijcamrofni.
OdpowiedzUsuńEIZDG TSEJ NUKEIPO ?
POH POH !
D: ybraf yzcyżop ,icśonmiec ącdałw .mejeicam z meładag .sp maiwardzop .ćahcej eizdg eiceiw ein ekzceicyw an tewan einwep ,ćibor eicechc oc eiceiw ein ędwarpan kat ,jezcwawohcyw ypurg jejowT aicnmejat ot eż ,iwóm oklyt ęis kaT
OdpowiedzUsuńChyba powinniśmy przestać pisać WSPAK. Bo nasz opiekun nie chcę się przyłączyć i nie ma zabawy.
OdpowiedzUsuńhmm, ogólnie ja muszę przestać pisać. zaraz spadam. będę jeździł samochodem! woo
OdpowiedzUsuńe tam samochód. Samolot- to jest się czym chwalić, traktor-to też spoko. Ale samochód... Pfff. nic ciekawego. Żegnam, dziękuję za towarzystwo i support podczas wizyty u dentysty (uuu ale użyłam ZAPOŻYCZENIA) i idę sobie zrobić herbatę. MIŁEJ SOBOTY ludzie Olpi.
OdpowiedzUsuńsmacznego
OdpowiedzUsuńSkoda tej Babci!
OdpowiedzUsuńto ta babcia miała Skodę? jaką? jak fabię to będę się śmiać
OdpowiedzUsuńNie wymyśliłam jej samochodu.
OdpowiedzUsuńhop hop!
OdpowiedzUsuńpoh,poh!
OdpowiedzUsuńksz ksz
OdpowiedzUsuńurk urk? dzisiaj prawie walnąłem w taksówkarza. nie lubię gości. a miałem pierwszeństwo!
OdpowiedzUsuńpozdrawiam