Nieprzeniknionej mrocznej nocy, kiedy we wszystkich opowieściach dorosłych wszelkie potwory wyłażą spod łóżek , a dzieci chowają się otulone pod najbezpieczniejszą dla nich kołdrą, ścieżką w środku lasu szła dość drobna ciemno włosa dziewczyna w kapturze. Jej twarzy nie można było zobaczyć. Szła ubrana w ciemną togę mijając kolejne drzewa. Nagle zatrzymała się przy urwisku, wykonała parę ruchów nogą, kreśląc znaki na ziemi, po czym rzuciła kamyk i zniknęła w roziskrzonym zielonym świetle. Przez chwilę można było rozpoznać jej sylwetkę wśród blasku. To wszystko trwało ułamki sekund. Zniknęła. Przepadła bez wieści.
Pojawiła się bladym świtem na zielonej polanie w środku lasu. Gdy pojawiała się można było ujrzeć jak nogi ugięły się pod ciężarem jej ciała gdy wynurzyła się spośród światła. Ruszyła Ścieszką ku wielkiemu białemu pałacowi. Chwilę później była na miejscu. Przekroczyła bramy pałacu i otworzyła wielkie drewniane drzwi , które wydawały się o wiele cięższe niż można było przypuszczać. Gdy weszła ujrzała dwie dziewczyny pogrążone w zadumie. Pierwsza siedziała pod ścianą przy stoliku i patrzyła się tępo w nieokreślona dal w wielkim holu . Druga siedziała na schodach po środku sali i oglądała czubki swoich butów. Zanim czarnowłosa zdążyła podejść do blondynki przy stoliku rozległ się nie wyobrażalny łomot drzwi które prawie wypadły z zawiasów. W nich stała różowiutka blondyneczka z równie różową walizeczką. Nazywała się Diana. Za nią próbował przemknąć blondyn o wspaniałym niebieskim spojrzeniu ale potknął się o nie zawiązane sznurówki i runął na ziemie zwracając na siebie całą uwagę. Zaraz po tym po schodach zeszła Mia. Widząc niezręczność sytuacji od razu zaprosiła wszystkich do Sali obrad gdzie miały się potoczyć losy wszystkich wymiarów.
Wszyscy zajęli miejsca pośrodku Sali. Nie trzymali się razem. W sumie jaki sens miałoby to kiedy nikt poza Klarą i Mią się nie znał. Może przy nie sprzyjających warunkach nikt nie miałby okazji się spotkać w innym czasie i miejscu. Wszystkie istoty czekały na te chwilę, choć nowo przybyła młodzież nie wyrażała co do tego zbytniego entuzjazmu. Nagle do Sali wszedł człowiek który mimo białej brody nie wydawał się stary. Przywitał wszystkich i opowiedział niczym istny gawędziarz o krainach w których miał okazję być. Zdążył powiedzieć zaledwie kilka zdań po czym zamarł w pół słowie. Przypomniał sobie o smutnym obowiązku opowiedzenia o czymś innym, bardziej drastycznym. Zastanawiał się jak zacząć. Wreszcie otworzył usta.
- Chciałem opowiedzieć wam o krainach w których mieszkacie, ale i o tych których nie mieliście szansy obejrzeć. O ich największych sekretach, marzeniach i celach, które sprawiły, że wyglądają tak jak dziś, lecz inne jest moje zadanie w tej chwili. Powołano mnie na kata, który ma zniszczyć wizję piękna by ocalić to co zostało z tych wszystkich krain, które zdołały przetrwać ostatnie ciężkie czasy. Jak wiecie dokonano ataku na piąty wymiar. To nie był zwyczajny terroryzm, ale groźba czegoś o wiele gorszego, co nadchodzi z każdą minioną minutą. Jesteście przodkami największych wojowników, którzy chodzili po tych ziemiach. Z wszystkich dwunastu rodów zostaliście tylko wy. To wy macie w sobie siły, które pozwolą ocalić tę garstkę światów przed zagładą. Tylko w naprawdę krytycznych sytuacjach uciekamy się do pomocy od strony tak potężnych magów władających starożytna magią wymiarów. Tylko w was tkwi nadzieja ...
Krystynas, Władca drugiego wymiaru jeszcze długo głosił tą przemowę, ale nikt specjalnie nie chciał jej słuchać. Wszyscy wiedzieli po co tu ich zwołano. Po tym jakże fascynującym monologu udali się na plac, gdzie miał się odbyć test sprawności fizycznej. Na nim wszystko działo się lawinowo.
Klara nie lubiła wygłupiać się dla czyjejś uciechy. Usiadła na najwyższym słupie który razem z innymi miał służyć do utrzymania równowagi. Diana schowała się w wierzy obserwacyjnej najdalej od pałacu, a Mia wraz z resztą przeprawiała się przez niezliczone przeszkody. Krystynas widział Klarę, podobnie jak inni. Powoli podszedł pod słup który był może o połowę od niego wyższy, zadarł głowę i spojrzał na Klarę. Jej oczy automatycznie skierowały się na dół. Jego spojrzenie mogło zabijać. Nie było to przesadą, dziewczyna przestraszyła się na tyle że od razu zeskoczyła i zaczęła brać czynny udział w ćwiczeniach, podobnie jak inni którzy nie mieli zamiaru tego robić.
Ćwiczenia skończyły się późno. Po kolacji wszyscy udali się do wyznaczonych dla nich komnat. Dziewczyna o kruczoczarnych włosach nie widziała najmniejszego sensu w braniu udziału w tej farsie. Czas mijał spokojnie. W pewnym momencie swojego milczenia w przeszukiwaniu swych myśli jak co dzień, usłyszała dźwięk otwieranych drzwi od pokoju chłopca, jedynego w tym towarzystwie. Jego kroki rozchodziły się echem po pustym korytarzu...
c.n.d...
Wiatr.
czekam na c.d. :) :)
OdpowiedzUsuń