Zauważyłam
ostatnio w moim otoczeniu wielkie poruszenie w poniedziałkowe wieczory z racji teatru telewizji. Teatr telewizji, czyli prawdopodobnie jedna z nielicznych dziś ostoi wyższej kultury w czymś, co kiedyś było oknem na świat a dzisiaj stało się już tylko brudną szybą do sama nie wiem czego. Zainteresowało mnie to do tego stopnia, że ostatecznie postanowiłam się poświęcić i usiąść przed telewizorem, żeby sprawdzić na własnej skórze, czy teatr w telewizji jest w ogóle możliwy.Zaczęło się niewinnie, bo od reklamy sponsora całej akcji sprowadzenia teatru do pudełka zwanego dalej telewizją. Piszę niewinnie, bo decydując się na wieczór przed szklanym ekranem spodziewałam się przecież spotkania także z reklamami. A teraz szczerze: na tych reklamach bawiłam się najlepiej.
Wcześniej oglądać teatr nie w teatrze zdarzyło mi się tylko raz, podczas transmisji „Lalki” z Gdyńskiego Teatru Muzycznego. Widziałam to po wcześniejszym obejrzeniu tego spektaklu bezpośrednio na scenie teatru (nie raz!) i pomimo wszelkiej sympatii jaką darzę adaptację dzieła Bolesława Prusa, emitowanie teatralnej Lalki w telewizji straciło gdzieś po drodze bardzo dużo uroku, który dostrzegałam siedząc zarówno w pierwszym, jak i w ostatnim rzędzie widowni.
Problem tego zjawiska być może leży w nazewnictwie. Teatr i telewizja to przecież dwa różne, dosyć odległe od siebie pojęcia. Zagrajmy w skojarzenia: Mówię słowo teatr, ludzie odpowiadają mowa, mimika, tekst, artysta, sztuka. Teraz dla odmiany mówię słowo telewizja, po czym otrzymuję następujące odpowiedzi: pilot, kanał, film, ekran, gwiazda. Zostając teraz z tymi zupełnie sprzecznymi słownymi-skojarzeniami siedzę i zastanawiam się , jak to wszystko połączyć w jedno, tak jak sprytnie zrobili to (słusznie czy nie, każdy oceni to według siebie) autorzy teatru telewizji. Jak by na to nie patrzeć coś tu dzieje się kosztem czegoś.
Wystawiając, chociaż odpowiedniejszym słowem będzie tu pokazując, teatr w telewizji pozbawiamy go wielu wartości, które odchodzą na dalszy plan gdzieś w trakcie realizacji. Otrzymujemy teatr, ale ubrany w typowo filmowe konwencje. Język filmu daje reżyserowi ogromne możliwości, które ten w pełni wykorzystuje, przez co mówiąc kolokwialnie idzie po prostu na łatwiznę pozbawiając swoje dzieło z wszelkich teatralnych atutów, czyniąc z teatru telewizji bardziej telewizję niż teatr. Akcja w plenerze, czy gotowym wnętrzu wymaga przecież o wiele mniej wyobraźni niż stworzenie scenografii (często o symbolicznym znaczeniu) na uniwersalnym gruncie jakim jest scena teatru. Kolejnym problemem jest więc właśnie forma. Siedząc przed telewizorem otrzymałam gotowy obraz, podany niemalże na tacy. Nie wymagało to ode mnie żadnego wysiłku, wniosków ani refleksji. Moim zadaniem, jako widza teatru telewizji było jedynie siedzenie i patrzenie w jeden punkt, ekran telewizora. Reszta działa się sama za pomocą ludzi stojących za kamerami. Idealnie wykadrowane postacie, doskonałe zbliżenia w konkretnych momentach, wyraźnie wytyczone ramy. Wszystko to sprawiało, że widowisko teatru w telewizji stało się po prostu sztuczne. Frustrująca jest również forma samej reklamy teatru telewizji. Każdy spektakl ogłaszany jest z wyraźnym zaznaczeniem popularnego nazwiska tak, jakby rozpoznawalna twarz była jedynym atutem widowiska. Kojarzy mi się to z komercją, a miałam wielką nadzieję, że we współczesnym świecie, chociaż teatr pozostanie ostoją wolną od nastawiania się na zyski gubiąc po drodze sens. Nie chcę oglądać teatru dla znanych serialowych twarzy, ale dla sztuki samej w sobie.
Opcje teatru w telewizji niezaprzeczalnie zaliczyć można do formy kultury i bardzo dobrze , że masowy środek przekazu jakim jest telewizja decyduje się na emitowanie odrobiny kultury pośród całej reszty pozbawionej głębszych wartości ramówek telewizyjnych. Mimo wszystko, jednak widząc w nazwie programu słowo teatr osobiście bardzo się zawiodłam widząc w tym więcej filmu niż teatru. Całe szczęście, że teatr telewizji można w każdej chwili opuścić wciskając zaledwie jeden przycisk, nie narażając się na pełne gniewu spojrzenia reszty widowni.
Pozdrawiam, Marta Komassa.
Jeżeli można zapytać, który to spektakl tak zniesmaczył autorkę?
OdpowiedzUsuńTo nie jest tak, że nie podoba mi się jeden konkretny spektakl, dlatego nie chcę opowiadać o konkretnych przykładach bo nie to jest tu najważniejsze (próbowałam przebrnąć przez kilka tytułów). Nie podoba mi się cała forma nazywania tego programu teatrem. Ja nie widzę w tym żadnego teatru tylko trochę podrasowaną telewizje.
OdpowiedzUsuńOdnośnie Twoich słów:" Kojarzy mi się to z komercją, a miałam wielką nadzieję, że we współczesnym świecie, chociaż teatr pozostanie ostoją wolną od nastawiania się na zyski gubiąc po drodze sens."
OdpowiedzUsuńZastanawiam się, czy jesteś na bieżąco z tym, co dzieje się wokół teatru, czy intuicyjnie dochodzisz do podobnych wniosków co protestujący w poniedziałek artyści.
W Międzynarodowy Dzień Teatru odczytano list "Teatr nie jest produktem. Widz nie jest klientem", w ktorym artyści sprzeciwiają się planom urzędników, które dążą do komercjalizacji teatrów.
Poniżej zacytuję zdanie artystów:
Krzysztof Warlikowski, reżyser
Tylko teatr artystyczny nie podlega regułom komercji i ma szansę na pracę laboratoryjną, na ryzykowne poszukiwania nieograniczone regułami popytu i podaży. Tylko on może zaproponować widzom głęboką rozmowę, a w efekcie stać się miejscem zaufania publicznego, partnerem w konfrontacyjnym w często niewygodnym dialogu. Teatru artystycznego jest bardzo mało, coraz mniej. Ten rezerwat zasługuje na ochronę i wsparcie.
Monika Strzępka, reżyserka, Paweł Demirski, dramatopisarz
Mamy dość sytuacji, kiedy profesjonalnymi artystami zarządzają amatorzy. Na podstawie uchwały menedżerskiej zatrudniane są, jak w Teatrze Maska w Rzeszowie, osoby z nadania politycznego, którym trzeba znaleźć jakąś posadę. Takim praktykom trzeba powiedzieć dość! Teatrami powinni kierować ludzie teatru, którzy się na tym znają.
Mikołaj Grabowski, reżyser
Z roku na rok ubożeje oferta kultury wysokiej. Mam wrażenie, że politycy nie rozumieją, że to problem. Z jednej strony twierdzą, że to sztuka pozwoliła utrzymać tożsamość Polaków przez czas niewoli czy wojnę, ale nie zauważają, że tę tożsamość podtrzymywały utwory Słowackiego, a nie Dody. Ich codziennością są mass media, spotkania z rzeszami wyborców, wielkie eventy, więc nie widzą, że nawet dla 5 czy 7 proc. społeczeństwa muszą istnieć muzea sztuki współczesnej, poszukujące teatry czy sale koncertowe, w których można usłyszeć zarówno "Mesjasza" Händla jak i koncerty Warszawskiej Jesieni. Chcieliby, aby ludzie nasycili się prostym produktem, ale jakich ludzi ukształtuje taki produkt?
Dawno dawno temu,mniej więcej w połowie ubiegłego wieku spektakle Teatru Telewizji w poniedziałkowy wieczór gromadziły przed telewizorami ogromne rzesze telewidzów.Mimo iż minęło kilkadziesiąt lat niektóre kreacje aktorskie pamiętam do dzisiaj.To były dawne dobre czasy,wtedy nawet Konkurs Chopinowski rozbudzał wielkie emocje nie tylko wśród melomanów ,ale także na ulicy.Balet klasyczny też często gościł na ekranach TV.Ale było minęło...
OdpowiedzUsuńNie oglądam żadnych wiadomości, o wszystkim co ważniejsze dowiaduję się w tramwaju, czy autobusie podsłuchując rozmowy innych ludzi, więc tym bardziej super, że ktoś z większą siłą przebicia (jak protestujący artyści)również zauważa dokąd zmierza przesadne uwspółcześnianie teatru. I tym bardziej się cieszę, że moje wnioski wynikające ze zwykłej obserwacji świata nie wynikają z mojego (czasami skrzywionego) światopoglądu.
OdpowiedzUsuńJak wielki błąd ktoś popełnij zrzucając mnie na TEN świat!
Dlaczego nie pozytywizm... albo coś... pfff.